Witaj,  Zarejestruj   |  Zaloguj
Nasza społeczność

Logowanie

GDZIE JESTEŚ:  eKULTURALNI    Strona główna  strzalka  Artykuł w gazecie

Dodany przez: Zaczytany w Książkach  
 Data Publikacji: 01.04.2017, godz. 12:28 • Ranga (1288) • Wyświetleń 1288
Opowiadanie.

Dwudziesty czwarty dzień grudnia. Zamiast śniegu i minusowych temperatur jest deszcz, silny wiatr i błoto. Katarzyna wybiega z domu, bo do ciasta zabrakło jej jajek, a osiedlowy sklep zaraz zamkną. Podąża zniszczonym chodnikiem, który już dwa lata temu miał zostać naprawiony, ale prezydent miasta wciąż wymyśla nowe wymówki. Stojąc już w dużej kolejce z koszykiem na zakupy, usłyszała wiadomości z radia. Informacja z ostatniej chwili. Na autostradzie S3 doszło do zderzenia tira z toyotą corsą. Obaj kierowcy byli pod wpływem alkoholu. W ciężkim stanie trafili do szpitala – powiedział reporter. – A teraz zapraszam na pogodę… Kasia momentalnie wzdrygnęła się. Przecież Marek ma właśnie taki samochód. Wczoraj pojechał do SPA. Miał to być świąteczny prezent od szefa dla pracowników. Dziś planował wrócić. Serce zaczęło jej bić szybciej, zrobiła się sina na twarzy.

Poproszę pięć złotych i trzydzieści groszy.

Słucham…? A, tak tak, już płacę.

Idąc przez park, rozmyślała o usłyszanym komunikacie. Czy to mógł być on? Gdy znalazła się w domu, kilka razy do niego dzwoniła, ale odzywała się sekretarka. Uspokój się – powtarzała sobie. – Wiele osób ma taki samochód. Nie podali koloru, więc bez paniki. Zapewne nie odbiera, bo kieruje. Za godzinkę powinien wrócić. Zacznę panikować dopiero, gdy nie będzie go dłużej.

Zaczęła od sprzątnięcia kuchni, aby odpędzić się od złych myśli. Kubki, talerze i widelce, które leżą od wczorajszej kolacji, schowała do zmywarki. Poukładała owoce na tacy, wytarła blaty oraz kuchenkę gazową i odkurzyła podłogę. Następnie przeszła do sypialni. Powąchała leżące na krześle ciuchy i uznała, że się jeszcze nadają do noszenia, więc złożyła je i odłożyła do szafy. Włączyła radio w telefonie, coby umilić sobie czas. Kręcąc tyłkiem w rytm piosenki Tańczmy zespołu Happysad, pościeliła łóżko oraz wytarła kurze z regału z książkami. Zziajana przeszła do salonu, gdzie włączyła wiadomości. Przez okna można było już dostrzec pierwszą gwiazdkę. Katarzyna zaczęła przygotowywać świąteczny stół. Najpierw go przetarła szmatką, potem na środku położyła sianko, które dwa dni wcześniej przyniosła jej stara sąsiadka, następnie nałożyła obrus, na którym stawiała potrawy: sałatkę jarzynową, uszka w barszczu, pierogi ruskie oraz krokiety. Nigdy nie gotowała dwunastu potraw, gdyż symbolika jej nie obchodziła, a nie chciała stać cały dzień przy garach. Zresztą i tak od kilku lat sami siedzieli w domu, więc chybaby pękli, gdyby wszystko zjedli. Zaraz się zjawi – powtarzała wciąż. – A wtedy mocno go ochrzanię, że nie odbierał telefonu.

Po kilku godzinach oczekiwania otworzyła wino i sama, pogrążona w myślach, zaczęła pić. Była pewna, że zginął. Wcześniej skontaktowała się z teściową, która była w wielu szpitalach. Powiedzieli jej, że żadnego Marka Mroza tam nie ma. Boże, jak ona to wytrzymuje? Powinnam do niej zadzwonić, pocieszyć, mimo iż za nią nie przepadam. Policja, do której dzwoniła, powiedziała, że nie mogą udzielić jej takiej informacji. Pod stołem leżał stos chusteczek, w które wypłakała niejedną łzę. Gdy kolejna butelka z hukiem spadła na podłogę, zaczęła rozmyślać o tym jak żyłoby się jej samej. Na pewno mieszkałabym w małej kawalerce, pracowała od rana do nocy, bo nie wiedziałabym co zrobić z wolnym czasem. Mogłabym imprezować w weekendy i uprawiać niezobowiązujący seks z innymi mężczyznami. Ach, byłabym wolna. Robiłabym to, co by mi się żywnie podobało. Ale nie miałabym dla kogo żyć…

Następnego dnia wstała z ogromnym bólem głowy. Szybko poleciała do kuchni po popularny lek przeciwbólowy. Zaczęła sprzątać walające się po podłodze butelki oraz chować potrawy do lodówki. Gdy wszystko zostało zrobione, poszła na mszę. Chciała prosić Boga o to, aby Marek wrócił. Była zła na siebie, że myślała, ba, była przekonana o tym, iż on nie żyje. Przecież tak nie zachowuje się wierna żona – karciła siebie w duchu. – Obiecałam mu miłość do końca życia, a przy pierwszej lepszej okazji od razu myślę, że zginął. Gdy wyszła z kościoła, mocno zaczął padać deszcz. Do tego pojawiła się mgła. Szła szybko, ponieważ się bała, iż ktoś ją przejedzie albo napadnie. Będąc już niedaleko domu potknęła się o korzeń. Mocno upadła na lewą rękę. Usłyszała jak coś jej chrupnęło. Czuła spływającą po dłoni krew.

Pomóc pani? – usłyszała głos przed sobą. Podniosła głowę i zauważyła mężczyznę.

Jeśli to nie problem.

Czy to on? Czy to naprawdę Krzysiek? Jej mózg pracował na najwyższych obrotach. Facet ten przypominał jej dawną miłość. Miał te same ostre rysy, był szczupły, wysoki i ten wzrok, którym potrafił wykryć każde kłamstwo. Nawet dotykał tak samo. Zrobiło jej się ciemniej przed oczami, chciała biec.

Dojdzie pani sama do domu?

Tak, tak – odpowiedziała szybko i popędziła w kierunku mieszkania.

Momentalnie wróciły do niej koszmary z przeszłości. Bicie, szarpanie, wyzywanie… Pamiętała swoje krzyki o pomoc, pamiętała wzrok sąsiadów, którzy bali się go, więc nie wzywali policji. Nienawidziła ich za to. Siebie też. Do teraz ma na lewej nodze na wysokości uda ogromnego siniaka. Ale jak on mnie znalazł – pytała się. – Przecież nie mówiłam jemu, gdzie mieszkam. Zresztą, co się będę nad tym zastanawiała. To na pewno nie był on, tylko ja sobie coś uroiłam. Mam teraz poważniejsze sprawy na głowie. Z impetem otworzyła drzwi do swojego mieszkania.

Polała ranę wodą utlenioną, mimo iż słyszała w telewizji śniadaniowej, że wcale ona taka dobra nie jest. Wciąż powtarzała sobie, że przecież nikt nie powiedział jej, iż Marek nie żyje. Jest jeszcze nadzieja. Jaka ja byłam głupia. Dlaczego od razu na to nie wpadłam? Szybko pobiegła do jego gabinetu i przetrząsnęła wszystkie szuflady. Jest – szepnęła, gdy ujrzała notes. Przekartkowała go szybko w poszukiwaniu numeru do szefa Marka. Po pięciu minutach już do niego dzwoniła.

Halo, w czym mogę służyć?

Dzień dobry. Tu Katarzyna Mróz, żona Marka.

O, dzień…

Wie pan, czy Marek został w tym SPA?

Chyba wczoraj wczesnym popołudniem wyjeżdżał do domu. Coś się stało?

Nagle serce zaczęło jej szybko bić, a z rąk spływał pot. Osunęła się na ziemię, wyrzuciła telefon i zaczęła płakać. To on! To na pewno on! – wrzeszczała na całe gardło. – Dlaczego był taki głupi?! Dlaczego?! Co ja powiem jego matce? Nie mam już po co i dla kogo żyć! Rodzina się ode mnie odwróciła, znajomych też nie mam. Byłam tylko ja i on. A teraz? Teraz jestem sama… Pieprzony egoista! Popędziła do kuchni, wzięła alkohol i piła, aż zasnęła na zimnej podłodze wyłożonej kafelkami.

Następnego dnia postanowiła wziąć się w garść. Po obfitym śniadaniu, włączyła odmóżdżające seriale paradokumentalne, coby się odprężyć i pośmiać z tych „aktorów”. Przecież dam radę sama żyć – zapewniała się w duchu. – Muszę tylko przestać pić, posprzątać, odpocząć o problemów i znaleźć pracę. Wynajmę mniejsze mieszkanie w innym mieście. Jestem kobietą i muszę być silna. Może za kilka lat znajdę innego faceta. Owe myśli i plany sprawiły, iż uśmiech zagościł na jej twarzy.

Kolejne dni były pracowite. Znalazła niedużą kawalerkę w Warszawie w dobrej dzielnicy, uprzątnęła swoje mieszkanie, spakowała wszystkie rzeczy prywatne i wynajęła nawet busa, który miał jej to wszystko przewieźć, kupiła bilety na pociąg. Postanowiła zadzwonić do teściowej. Ona powinna wiedzieć, czy on żyje, czy nie.

Dzień dobry. Wie mama może, czy Marek żyje? Policja nic mi nie chciała zdradzić, a jego szef powiedział, że wyjechał z tego SPA w Wigilię.

Za dużo też nie wiem. Niby to jego samochód, przez tę trasę przejeżdżać też musiał, ale gdyby zginął, to przecież powiadomiliby nas, a szczególnie mnie, czyż nie? Przecież pogrzeb trzeba byłoby zrobić i w ogóle. Jak się czujesz? Musi być ci ciężko? Ja i ojciec ledwo się trzymam. Może byś do nas wpadła?

Postaram się, choć nie wiem, czy znajdę czas. Tracę już nadzieję. Planuję się przenieść do innego miasta. Ktoś dzwoni do drzwi. Muszę kończyć.

Otworzywszy drzwi ujrzała przed sobą ogromy bukiet kwiatów, który zasłaniał wszystko. Po chwili zza niego wyłoniła się głowa.

M-m-m-marek? T-to ty? – wyjąkała. Nie mogła w to uwierzyć. Podświadomie była na niego zła, ale ucieszyła się, gdy go ujrzała. Z tego szczęścia zemdlała.

Gdy wieczorem się ocknęła, wyjaśnił jej wszystko. Został tam dłużej, bo musiał przemyśleć parę spraw. Nie wziął ze sobą ładowarki i nie miał możliwości zadzwonienia do niej. Chciał odciąć się od wszystkich problemów. Policja nie udzieliła jej informacji, bo on o to poprosił. Ma kolegę, który był mu dłużny. Jej entuzjazm wywołany jego powrotem minął. Przepraszał ją chyba z milion razy, ale ona już postanowiła. Odchodzi. Chce żyć sama.

Nie zostanę! Twoje prośby tego nie zmienią!

Okej, ale wytłumacz mi dlaczego. Nie podałaś żadnego konkretnego powodu, a należy mi się chyba jakieś wytłumaczenie. Przecież od ponad siedmiu lat jesteśmy razem.

Przez te twoje wszystkie kłamstwa, tajemnicze wyjazdy… Poza tym nie mam zamiaru więcej tutaj mieszkać. Spotkałam niedawno Krzyśka i wróciły wspomnienia. Chyba to był on. Boję się, iż wie, gdzie mieszkam.

Ale ja ciebie kocham…

Jakoś twoje zachowanie na to nie wskazuje – przerwała jemu. – Poza tym wiem, że kręcisz z Irenką. I nie tylko nią! Gdy pobił ją jej mąż, powiedziała mi wszystko. A ty jej nie pomogłeś, tylko odciąłeś się od niej. Wystarczyło sprawdzić twój telefon, aby się dowiedzieć, że w ostatnim miesiącu spałeś z ponad dwudziestoma innymi kobietami. Nie chcę cię znać! Nie jesteś wart złamanego grosza!

Nagle złapał ją za ręce, które wykręcił za plecy. Wziął nieduży posążek, leżący na stoliku obok telewizora i uderzył w nią. Padła, a z jej głowy zaczęła cieknąć krew.

Ocknęła się jakieś dwie godziny później. Szumiało jej w głowie, która została zabandażowana. Z kuchni doszły do niej szepty. Gdzie ja jestem? Co mi się stało? – zaczęła siebie pytać. Spróbowała wstać, lecz prawie że od razu ugięły się pod nią nogi.

Śpiąca królewna w końcu się obudziła.

K-krzysiek? – spytała cicho. Momentalnie wróciły do niej demony przeszłości.

To ja, kotku. Myślałaś, że tak po prostu mi uciekniesz? Mam kontakty w policji, więc długo w areszcie nie posiedziałem. Wystarczyło załatwić sobie nowe dokumenty, jakąś pracę, zmienić wygląd i oto stałem się Markiem – mówił swym ciepłym głosem. – Teraz będę mógł w końcu się z tobą zabawić. Już nigdy mi nie uciekniesz. Jesteś moja!

Szybko do niej podszedł, podniósł ją oraz przywiązał grubym i długim sznurem do kaloryfera. Następnie wrócił się do kuchni i przyniósł stamtąd worek z jakimiś metalowymi przedmiotami. Kasia cała się trzęsła. Z jej oczu pociekła łza, która spłynęła na jej nowe jeansy. Założył kastet. Uderzył ją najpierw w prawy policzek.

To za twoje wszystkie zdrady. Myślałaś, że nie wiedziałem, iż pieprzyłaś się z większością mężczyzn z naszego osiedla?! Jak mogłaś?! Ja cię kochałem, robiłem wszystko dla ciebie, a ty mi się tak odwdzięczyłaś, suko?! – wrzeszczał, a kropelki śliny lądowały na jej twarzy. Uderzał w nią, aż straciła przytomność.

Działo się tak przez kolejne dni. Rano wychodził do pracy i zamykał ją w domu, dookoła którego chodziły jakieś podejrzane typki. Kiedy wracał, bił ją i gwałcił. Wiedziała, że tym razem nie ucieknie. Powyrzucał wszystkie ostre przedmioty, a z okien wymontował klamki, więc nie dało się ich otworzyć. Nie chciał, aby sama się zabiła. Tę przyjemność chciał zostawić dla siebie. Zresztą i tak by tego nie zrobiła. Zawsze była słaba i uległa.

Od przeszłości nie da się uciec – dzień w dzień jej to powtarzał. – A szczególnie ode mnie.

od dnia 01-12-2012


eKULTURALNI W LICZBACH

publikacji: 11314
obrazów: 7603
nagrań wideo: 99

Liczba odwiedzin: 2384865

KONTAKT Z REDAKCJĄ

 

Portal Społecznościowy eKulturalni.pl

pl. Jagiellończyka 1

82-300 Elbląg

tel.: 55 611 20 84

fax: 55 611 20 60

 

Wydawca:

Centrum Spotkań Europejskich

"Światowid"

pl. Jagiellończyka 1

82-300 Elbląg

tel.: 55 611 20 50

fax: 55 611 20 60

Redakcja:

redakcja@ekulturalni.pl

tel.: 55 611 20 70 Administrator:

adm@swiatowid.elblag.pl  

 

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007 - 2013 

oraz budżetu samorządu województwa warmińsko - mazurskiego.